Blog

  • AI nie zmniejsza ilości pracy – ona ją intensyfikuje.

    To tytuł badania z 2025 roku „Sztuczna inteligencja nie zmniejsza ilości pracy – ona ją intensyfikuje”.

    Badanie przeprowadzone przez Aruna Ranganathan i Xingqi Maggie Ye z Berkeley Haas School of Business objęło 200 pracowników amerykańskiej firmy technologicznej. Autorki analizowały, jak dostęp do zaawansowanych modeli LLM wpływa na realne obciążenie psychiczne i strukturę dnia pracy.

    Główne wnioski z badania:

    • Rozrost obowiązków: Pracownicy biorą na siebie więcej zadań, bo czują, że AI pozwala im „ogarnąć” tematy wcześniej odkładane na później.
    • Zacieranie granic: Szybkość generowania treści przez AI eliminuje naturalne przerwy w pracy, co prowadzi do drastycznego wzrostu zmęczenia poznawczego.
    • Rola nadzorcy: Praca ewoluuje w stronę ciągłego monitorowania i korygowania wyników AI, co wymaga skrajnego skupienia.
    • Paradoks wydajności: Firmom coraz trudniej jest odróżnić rzeczywisty wzrost produktywności od chwilowej, wyczerpującej intensyfikacji pracy.

    Moja perspektywa: Nerwowe przełączanie i „jeszcze jeden prompt”

    Całkowicie podpisuję się pod tymi wnioskami. Skok produktywności, jaki dają te narzędzia, jest po prostu wycieńczający. Sama wciąż łapię się na tym, że siedzę w kilku narzędziach jednocześnie, nerwowo przełączając się między oknami, sprawdzając wyniki i wciąż od nowa korygując elementy wynikowe.

    To poczucie posiadania „cyfrowego partnera” daje złudny pęd, ale w rzeczywistości oznacza ciągłe żonglowanie projektami i gigantyczne obciążenie psychiczne. Często już po dwóch godzinach takiej pracy czuję, że moja energia na dany dzień jest na zerze. Mimo to trudno przestać, bo wizja stworzenia kolejnej funkcji za pomocą „jeszcze tylko jednego promptu” stała się dla nas wszystkich niemal uzależniająca.

    Rzeczywistość rynkowa: Cięcie etatów i iluzja ROI

    Słyszę to samo od innych: w wielu organizacjach zjawisko to przybiera toksyczną formę. Firmy decydują się na redukcję etatów, nakładając pozostałe zadania na resztę zespołu z lakonicznym komentarzem: „Przecież masz AI, które zrobi to za Ciebie, miałeś szkolenie i wdrożenie”. To niebezpieczne uproszczenie (pisałam o tym już w listopadzie).

    Badania, m.in. głośny raport Upwork Research Institute, potwierdzają ten trend: aż 77% pracowników twierdzi, że AI faktycznie zmniejszyło ich wydajność i zwiększyło obciążenie pracą, podczas gdy zarządy oczekują cudów. Z kolei raporty Gartnera wskazują, że wiele firm kupuje drogie rozwiązania, ale nie widzi zwrotu z inwestycji (ROI), a jedynie rosnące koszty subskrypcji i infrastruktury.

    Wygląda na to, że właśnie zburzyliśmy dekady intuicji dotyczącej tego, co oznacza „zrównoważona praca”. Odnalezienie nowej równowagi między narzędziami, nowymi stanowiskami a higieną psychiczną zajmie nam sporo czasu.

    Jest 2.28 nad ranem, skończyłam artykuł i myślę sobie “dać go teraz na Li czy już jutro”… odruchowo wchodzę w czasie kiedy zastanawiam się co sobie samej odpowiedzieć i widzę taki oto artykuł po otwarciu Li:
    https://www.linkedin.com/posts/michal-tekiela_czy-warto-inwestowa%C4%87-w-ai-w-dziale-zakup%C3%B3w-share-7427513391004405760-MqB-?utm_source=share&utm_medium=member_desktop&rcm=ACoAAAS_FL0BuZvASv2u780rGEkwPfES_gZO3ec

    No i właśnie, punkt widzenia zależy od …. tego co sprzedajesz 🙂

    Każdy sobie co chce, myśleć sobie może.

  • Ile kosztują Cię spóźnienia?

    Dopiero zaczął się luty, a ja już się zmęczyłam. Naprawdę, słowo daję zmęczyłam się i już nie mogę tego słuchać, że… nie macie budżetu na szkolenia, nie macie pieniędzy na nowe etaty, że nie macie pieniędzy na marketing…

    Co będziecie mówić w wakacje? A w czwartym kwartale? Strach pomyśleć…

    Nie wiem czy to pocieszające, ale część już nic wtedy nie powie, bo tam nie dojedzie.

    Czuję, jak włącza się teraz niektórym lojalność – póki co, nie podyktowana niczym racjonalnym, bo nie wiecie co dalej chcę powiedzieć, ale jednak… bo przecież też widzicie, że rynek siada, że są zwolnienia, że coraz wyższe koszty, więc o co mi tak naprawdę chodzi?!

    Chodzi o to, że po prostu trudno patrzeć na to, jak nonszalancko trwonicie swoje pieniądze, a potem mówicie, że nie macie na marketing czy nowe etaty i inne takie.

    Przyjrzyjmy się tematowi spotkań w Twojej organizacji?

    Czy masz świadomość ile ich jest? Czy wszystkie mają określony cel i sens? Czy kończą się wynikiem wnoszącym coś do rozwoju Twojej firmy lub Twojej marży? A czy wiesz ile kosztują Cię spotkania w Twojej organizacji?

    Pomyśl, ile razy, tylko w styczniu, spóźniłeś się na spotkanie? Ile razy tylko w styczniu, byłeś uczestnikiem spotkania, które zaczęło się 5, 10, 20 minut później, bo ktoś się spóźnił a punktualni czekali na spóźnialskiego.

    Polecam Wam kalkulator strat: Ile kosztuje 15 minut spóźnienia?

    1. Cotygodniowe spotkanie – 5 uczestników: Ty – szef i Twój podległy zespół. Jedna osoba spóźniona 15 minut.

    Strata wynikająca z tego opóźnienia to 370 zł, jeśli pomnożymy ją razy 52 tygodnie w roku, to strata sięga
    20 000 zł

    2. Cotygodniowe spotkanie Zarządu z kierownikami – 10 osób. Jedna osoba spóźniona 20 minut.

    Strata dla firmy w wyniku tego opóźnienia to 1500 zł jednorazowo, jeśli pomnożymy razy 52 tygodnie w roku, to strata dla firmy ponad 80 000 zł.

    • Czy wiecie, że pracownicy średnio spędzają na spotkaniach od 35% do 50% czasu pracy? – według badań Stevena Rogelberga – autora The Surprising Science of Meetings

      Osobiście uważam, że to dramatycznie zaniżona wartość. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, by dostrzeć, że nasi znajomi w organizacjach = korporacjach lub o korpo aspiracjach gonią, całymi dniami, ze spotkania na spotkanie a pracę, wykonują po 17.00 jak skończą wszelkie spotkania. Czyli spotkania to blisko 100% czasu dnia pracy (byłam w takiej organizacji, może napiszę o tym “zajadły tekst” 😉)
    • Czy wiecie, że spóźnianie się liderów obniża morale i daje przyzwolenie na niską efektywność.
    • Czy wiecie, że spóźnienie na jedno spotkanie statystycznie skraca czas skupienia przed kolejnym zadaniem o 15-20%, ponieważ pracownicy czują presję „nadrabiania” (badania University of Nebraska).
    • Czy wiecie, że firmy, które nie liczą tego kosztu, nieświadomie budują kulturę, w której 10 minut spóźnienia jest normą, co de facto skraca tydzień pracy o około 2-3 godziny na pracownika.

    W grudniu pisałam o ogromnych kosztach, jakie ponoszą organizacje przez nieudane procesy rekrutacyjne. Każdy ma taką na sumieniu, co gorsza na koncie! 😉
    Polecam, prosty kalkulator jak policzyć straty lub zyski: skorwider.pl/ile-tracisz-na-nieudanej-rekrutacji

    ROI to moje drugie imię, dlatego teraz czuję się dalece spełniona 🙂

    Nie dziękujcie mi 🙂 Poprostu wydajcie ten budżet na dalszy rozwój firmy – ze mną.

  • Kindersztuba w czasach głosówek.

    Przeczytałam wywiad z dyrektorem zarządzającym Liceum Ogólnokształcącym LifeSkills Nr 1 w Warszawie. Temat jest ważki z uwagi na moją codzienną pracę w bardzo złożonych wiekowo zespołach, które dziś reprezentuje około pięć pokoleń. Również dlatego, że polecał go Robert Krool, którego szalenie cenię od lat a który jest założycielem i prezesem zarządu Fundacji LifeSkills, która jest organem prowadzącym Liceum Ogólnokształcące LifeSkills Nr 1 w Warszawie.

    Jeśli macie chęć, to tekst jest tutaj: https://www.edziecko.pl/edziecko/7,198459,32540348,milenialsi-jeszcze-do-siebie-dzwonia-zetki-nagrywaja-glosowki.html

    Ale po co ja o tym?!

    Jedno, to zatrwożyła mnie treść tego wywiadu, może za mocno powiedziane, ale zasmuciła mnie, że kończą się czasy, które kocham. Czasy jakości, kindersztuby, normalnej ludzkiej formy komunikacji, którą przez lata, wieki rozwijaliśmy, a teraz zwijamy do jakiegoś niebezpiecznego minimum, nie wiadomo dlaczego?! Bo niby dlaczego dziś nastolatek musi pisać “n” zamiast słowa “nie” nosz! czy to nie jest absurdalne? No jest i nie szukajmy wytłumaczenia tego zjawiska i nie pozwalajmy na to…

    W jednym zdaniu zawarłam milion problemów, obaw, wyzwań i pewnie też elementów niemożliwych ze sobą do połączenia. Choćby dlatego, że młodzi nie pytają o zgodę na to jak się komunikują a my finalnie i tak, nie mamy narzędzi by zakazać im się tak miedzy sobą komunikować.
    A o uważności to już nie wspomnę – tej prawdziwej, nie z Instagrama, czy mantry na You Tube.

    Drugie, znacznie ważniejsze, naszła mnie refleksja, że choć byłam bardzo zdeterminowana i jakoś zobowiązana z szacunku do Roberta, by przeczytać ten jakże ciekawy wywiad, nie byłam w stanie, właśnie chyba z uwagi na jego długość. To było ekstremalnie meczące, trudne, uwierające – właśnie z uwagi na to, że tekst wydaje się być nieznośnie długi… Przynajmniej na mojej komórce… Czytałam skupiając się na treści, przeżywając merytorykę, ale główna moja myśl była: “słowo daję, ku… kiedy to się skończy!? Scrolluje, czytam i czytam i dalej i dalej, wciąż jest… kolejne i kolejne pytanie i odpowiedź… nie mam siły na to!”

    No i zastanawiam się co się właśnie wydarza, wydarzyło… że wylądowałam w tym, co tak odrzucam, rzeczone “n” jest już też moją bajką? Pewnie teraz przesadzam, bo prawdą będzie, że jestem gdzieś po środku, ale nie zmienia to faktu, że jeśli ja się łamię i poddaję takim systemowym zmianom płynącym z otoczenia i wpływającym na to jak konsumuję, w tym wypadku treści, to jest źle. Oczywiście, nie jestem wyznaczkiem “odporności i twardości” całego społeczeństwa, ale mam się za osobę, która wykona wysiłek w imię jakości i tym tym bardziej nie godzę się z bylejakością. Nie wiem, naprawdę nie wiem bo… kocham głosówki, nagrywam ich wiele! :)… bo dają możliwość precyzyjnie ale nieinwazyjnie przekazać myśli – bo to dalej słowa, jak rozmowa telefoniczna, ale umożliwiają drugiej stronie, odsłuchać i zareagować na wiadomość, w możliwie najwygodniejszym czasie. Ale głosówka z nauczycielem w szkole? Gdzie przebiega granica? Czy tylko między dwiema stronami, które wyrażają zgodę lub nie na daną formę? Czy głosówka z szefem lub kolegą z pracy i przyjaciółką jest poprawną formą komunikacji, a z nauczycielem już nie?

    Haha… czy jestem nieobiektywna w swojej tolerancji? A może obiektywna w nietolerancji? Ciekawe, jak to napisze 12 latek? 🙂 No i nawet jeśli wniosek płynie taki, że trzeba pisać krócej, znacznie krócej, angażując przy tym jednocześnie inne zmysły, by odbiorca nie odpłynął, to czy naprawdę musimy iść w tę absolutną przesadę syntezy w obrazie, ikonce, memie i półsłowie bo całe słowo jest za długie? Na co innego, tak oszczędzamy ten czas?

    Nie ma nic złego w tym, że korzystamy z postępu, tylko dlaczego tak bardzo dążymy do odebrania sobie, jako ludzie przywileju myślenia – formułowania błyskotliwych myśli, które robią wrażenie, podgrzewają temperaturę spotkania, zmuszają do refleksji i są po prostu pociągające, na co dzień a nie tylko w sztucznych warunkach szkolnej debaty oksfordzkiej…I tak się tu pięknie wymądrzam, że się nie poddam… i już stoję przed faktem, potrzeby ustawienia przed publikacją tekstu “meta tagi, tytuł, seo, słowa klucze, temat”… po co? no właśnie, by się lepiej czytało, by się w ogóle czytało. Algorytmy są bezlitosne – chcesz by był zasięg pisz, tak by scoring był na zielono. Możesz pisać po swojemu, ale to jakby do szuflady, bo mało kto do tego dotrze i scoring będzie na czerwono. Już wiem, słowa klucze do tego tekstu to: poczucie beznadziei – i tak, będę świeciła się cała na czerwono! Stać mnie!

  • Opowiedz mi o swojej matce…


    Widzieliście już nową reklamę Coca-Coli? … a nie, to reklama Pepsi!


    Spot „The Choice” wywołał ogromne poruszenie, bo Pepsi „wbiło szpilę” Coca-Coli, wykorzystując ich własną ikonę – Misia. 

    Widz myśli, że to reklama Coca-Coli, a to zwykła “kradzież” przez Pepsi, jednego z silniejszych symboli konkurencji. Zastosowali klasyczny Brand Asset Hijacking i zamiast budować własną historię od zera, zrobili to “misiem”, ikoną konkurencji.

    Wykorzystali w spocie „I Want to Break Free” Queen, co zmienia zwykły wybór napoju w akt wyzwolenia – genialny ruch – tekst piosenki idealnie pasuje do misia, który chce „uwolnić się” od wieloletniego przywiązania do jednej marki (Coca-Coli) i w końcu wybrać smak, który mu bardziej odpowiada.

    Pepsi wraca też do korzeni jako „The Challenger”, marka dla tych, którzy wybierają smak, a nie przyzwyczajenie.

    Jest jeszcze jedno “mrugnięcie okiem” w tej reklamie – dla uważnych… Pepsi nawiązało do afery z koncertu Coldplay z 2025 roku i tego kadru, kiedy kamera “Kiss Cam” wyłapała prezesa dużej korporacji z kobietą, która nie była jego żoną.
    W reklamie Pepsi, scena z niedźwiedziami na koncercie jest niemal identycznie zainscenizowana – niedźwiedź zostaje „przyłapany” na piciu Pepsi. 

    Kojarzycie tę historię na pewno – więcej tutaj: www.linkedin.com/posts/activity-7354944756768026624

    Mówi się o tym, że Coca-Cola od pewnego czasu, za bardzo poszła w AI i straciła duszę, dlatego Pepsi sięgnęło po samego Taika Waititi  – reżysera, zdobywcę Oscara, by ten zrobił „ludzką”, emocjonalną historię z prawdziwym aktorem i humorem. Waititi gra w spocie epizodyczną rolę terapeuty, do którego trafia miś polarny przechodzący kryzys tożsamości.

    Od zawsze piję tylko Coca – Colę, tak więc jestem w pełnej gotowości, by zobaczyć rewanż. Może już na Super Bowl LX, który odbędzie się 8 lutego.
    Jest realna szansa na „real-time marketingowy kontratak” podczas samej transmisji meczu.

    ZOBACZ NOWĄ REKLAMĘ PEPSI:
    www.ispot.tv/ad/goos/pepsi-zero-sugar-super-bowl-2026-teaser-taste-test


  • Uważaj o czym myślisz, bo “się spełni” – nabiera całkowicie nowego znaczenia…

    A teraz siądzcie sobie wygodnie, zapnijcie pasy i ruszamy…

    Wyobraźcie sobie taką scenę: stoicie na samym środku pustyni. Piasek w butach, słońce pali, a jedynym Waszym towarzyszem jest zbłąkany wielbłąd. Dociera do Was, że piesza wycieczka do cywilizacji zajmie tydzień, więc postanawiacie kupić tego wielbłąda od mijającego Was właśnie nomady. Orientujecie się też, że wygasła Wasza polisa na wypadek ataku skorpiona, a kolejny czai się tuż za wydmą.

    Absolutny dramat! Brak zasięgu, brak prądu, brak nadziei!

    Ale w świecie, który właśnie buduje nam Elon Musk, po prostu spoglądacie w niebo, mrugacie okiem (albo i nie) i gotowe. Transakcja przeszła „po gwiazdach”. Brzmi jak scenariusz filmu, który Hollywood odrzuciło za zbytnią brawurę? Być może, ale to dzieje się naprawdę.

    Elon Musk rzucił właśnie rękawicę technologicznym gigantom i tradycyjnym bankom, ogłaszając erę Tesla Pay. Podczas gdy my wciąż ekscytujemy się tym, że karta zbliżeniowa „załapała” za pierwszym razem, on postanowił odciąć pępowinę łączącą nas z kablami, gniazdkami i WiFi. Dzięki satelitom Starlink, płatności stają się niezależne od ziemskich awarii. Jeśli terminal nie ma prądu, a Twój telefon padł – nic nie szkodzi. System ma działać prosto z nieba, prosto z orbity, sprawiając, że pojęcie „braku zasięgu” stanie się tak samo archaiczne jak przewijanie kaset magnetofonowych ołówkiem.

    Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ta przyszłość nie kosztuje fortuny. Przewiduje się, że urządzenia obsługujące ten kosmiczny standard wejdą do masowego użytku już w 2026 roku i będą kosztować około 789 USD – czyli mniej niż najnowszy iPhone, który bez WiFi potrafi służyć głównie jako drogi przycisk do papieru. Do tego dochodzą niskie koszty subskrypcyjne, co sprawi, że do 2030 roku miliony z nas mogą stać się częścią tego międzyplanetarnego ekosystemu finansowego.

    Ale chwila, bo to nie koniec. Jeśli myśleliście, że wyciąganie telefonu z kieszeni to szczyt wygody, to Tesla Pay w połączeniu z Neuralinkiem sprawi, że poczujecie się jak leniwi jaskiniowcy. Prawdziwa rewolucja polega na tym, że fizyczne działanie w ogóle znika z równania. Dzięki chipom mózgowym, które mają być masowo produkowane od 2026 roku, transakcję autoryzujemy… myślą. Twoje fale mózgowe stają się najbardziej unikalnym i niemożliwym do podrobienia PIN-em na świecie. Chcesz kupić kawę? Pomyśl o tym. Chcesz wysłać przelew? Świadomość wystarczy.

    Czy jesteśmy na to gotowi? Jeszcze wczoraj uczyliśmy babcię obsługi paczkomatu, niemieccy obywatle zeznają, że przerasta ich nasza płatność BLIK’iem, a dziś Musk pyta, czy chcemy płacić za zakupy przy pomocy własnego mózgu. To nie jest kolejny krok w ewolucji – to jest skok na głęboką wodę z rakietą przypiętą do pleców. Tempo, w jakim technologia przestała nas wspierać, a zaczęła nas „stwarzać na nowo”, jest zawrotne.

    Więc jeśli następnym razem poczujecie irytację, bo w windzie „uciekł Wam zasięg”, pomyślcie, że za kilka lat możecie być dumnymi posiadaczami własnego połączenia z kosmosem zainstalowanego pod czaszką.

    A co jeśli podczas zakupów przypadkiem pomyślicie o nowym Ferrari? No cóż, w nowym świecie Elona trzeba będzie po prostu bardzo uważać na to, co nam chodzi po głowie – i to dosłownie.

    Czy Twój biznes przetrwa zderzenie z jutrem?

    Zanim zaczniesz trenować siłą woli przelewy za poranną kawę, zadaj sobie jedno pytanie: czy Twoja firma jest gotowa na świat, który nie bierze jeńców?

    Nie musisz od razu wszczepiać zespołowi chipów (spokojnie, kodeks pracy jeszcze na to nie pozwala). Możesz jednak sprawić, by Twoja organizacja działała tak płynnie, jakby zasilał ją sam Starlink.

    Pomogę Ci poukładać struktury i wdrożyć AI tam, gdzie naprawdę zarabia pieniądze, a nie tylko dobrze wygląda na slajdach.

    Nie czekaj, aż konkurencja zacznie wysyłać faktury samą myślą – bądź gotowy na kolejny etap, zanim przyszłość zapuka bezpośrednio do Twojej głowy.

    Napisz do mnie – zoptymalizujmy Twój biznes, zanim inni pomyślą o tym za Ciebie.

  • W McDonald’s nie zjesz pasty… i to Twoja wina.


    Wyobraź sobie, że weszłaś do Mc’Donalda i prosisz przy kasie o pastę i kieliszek białego wina.

    Nie podają Ci tego, nie dlatego, że to za dużo czego chcesz, ale nie podają Ci tego, dlatego, że prosisz o to w złym miejscu.

    I to jest dokładnie tak jak w życiu!!!
    Kiedy jesteś w nieodpowiednim miejscu, wsród nieodpowiednich ludzi. W złym środowisku, nie tym otoczeniu, które może dać Ci to, czego potrzebujesz.
    Idź więc do innego pokoju, innego miejsca…

    Idź tak długo, aż dostaniesz to czego chcesz. Idź tak długo, aż znajdziesz dokoła siebie ludzi, którzy mają ten sam vibe, tę samą drogę co Ty i dadzą Ci właśnie to czego potrzebujesz, czego chcesz i co prosisz.

    Przestań tracić czas tam, gdzie Cię nie rozumieją. Udostępnij ten post osobie, która potrzebuje dziś znaku, by w końcu zmienić otoczenie! 🚀

  • Wlazł kotek na… komputer

    Angielski był? Był. Karta na siłownię była? Była. Przedszkole pod biurem dla dzieci, opieka medyczna, owocowe czwartki… było, było, było….
    Hm… to może koty. Koty?? A co, były? Nie, nie było…

    … i tak oto japońska firma informatyczna, wysunęła się na prowadzenie w zakresie kreatywności w benefitach dla pracowników. W biurze, na open space, mieszka na stałe 10 kotów. Są to nowe, dodatkowe – benefity dla pracowników. Prezes zeznaje, że koty są skutecznym reduktorem stresu u pracowników a także narzędziem poprawiającym relacje między nimi. Dodaje, że to także skuteczne narzędzie przyciągania nowych pracowników i, że dzięki temu buduje się rodzinna atmosfera. By tego było mało,uważają, że dzięki temu rozwiązaniu, notują zmniejszenie liczby zwolnień (się!) – czy w drugą stronę też, nie ma informacji 🙂

    Wyobrażam sobie maila od Prezesa na start nowej inicjatywy do pracowników…

    “Drodzy Pracownicy, jeśli się stresujecie w ciągu dnia – przytulcie kota…
    Z uwagi na to, że ilości pracy niestety Wam nie zmniejszymy, nie stworzymy także warunków pracy, dzięki którym nie będziecie musieli się tak bardzo – nadmiernie stresować, przygarnęliśmy 10 kotów, które możecie przytulać w ciągu dnia, gdy tylko macie potrzebę. W ramach inicjatywy macie także nowe obowiązki, nie mniej przyjemne niż tulenie – karmienie i sprzątanie 10 kuwet.
    Wiemy, że zrobi Ci się tak dobrze od tego tulenia, że będziesz chciał zostać w pracy jeszcze dłużej – nie mamy nic przeciwko temu.
    Z pozdrowieniami zadowolony z siebie, Prezes”

    Skoro Prezes taki zadowolony, to zakładam, że koty wzięli ze schroniska, więc benefit tańszy na starcie, niż owocowe czwartki i na bank w działania CSR wpisali.

    Koty? Serio?
    Co będzie następne? Może tygrysy, są większe, więc dwa razy szybciej odstresują? Może wtedy biurka pracowników ustawimy w klatkach tygrysich, będzie taniej urządzić ludzi w klatkach, niż tygrysy w biurach.


    Żeby nie było, że mam coś do kotów – już widzę te komentarze, że kotki są takie słodkie i jest tak miło i, że o co mi chodzi. No chodzi mi o wiele, ale na pewno nie o same koty – są tylko “narzędziem” choć jak dla mnie idącym o krok za daleko, dlatego o tym piszę.

    Po prostu nie rozumiem, dlaczego łatwiej nam się wygłupiać, podpisywać jako prezes firmy pod takimi pomysłami, niż wykonać wysiłek i dać ludziom szansę zwolnić o kilka procent, czy też dać spowolnić oddech, dać wytchnienie i nie powodować życia na ciągłym wdechu.
    Spowodować, że praca będzie elementem życia a nie na odwrót.

    Wtedy nię będzie trzeba ocieplać wizerunku “kultury zapierdolu” wysługując się kotami i przypisywać im zasług za mniejszą rotację pracowników (SIC!).

    P.S. i tak jeszcze sobie myślę… rodzinnej atmosfery każdy normalny człowiek powinien szukać w domu (tam gdzie bliscy). W pracy ma być atmosfera sprzyjająca realizacji celów biznesowych – wykonać w sprzyjającym, zdrowym środowisku pracę i iść do domu.

    Wszystko nam się …

  • “Koniec ery rozumu…”

    Zatrzymał mnie dziś ten tekst na dłuższą chwilę – dlatego wrzucam go i tu, u mnie na blogu i polecam Wam.


    Zatrzymał mnie na dłużej, nie dlatego, że nie zrozumiałam 😉 heh… (jak przeczytacie tekst to zrozumiecie żart), czy też szczególnie zaskoczyły mnie te dane, ale dlatego, że wciąż szukam w głowie odpowiedzi, czy jest jeszcze możliwe, byśmy zawrócili z drogi na której jesteśmy i „przestali traktować edukację jako “koszt” w budżecie, a zaczęli traktować ją jako inwestycję w infrastrukturę krytyczną.”, jak to celnie ujął w swoim tekście Matthew Halaba

    https://www.linkedin.com/posts/gosiaskorwider_zatrzyma%C5%82-mnie-dzi%
    C5%9B-ten-tekst-na-d%C5%82u%C5%BCsz%C4%85-activity-7406373780765229057-XeeT?utm_source=social_share_send&utm_medium=member_desktop_
    web&rcm=ACoAAAS_FL0BuZvASv2u780rGEkwPfES_gZO3ec

    Cytując kluczowe aspekty poniżej:

    W ciągu dekady zanotowaliśmy spadek o 31 punktów w umiejętności rozumienia tekstu.

    Zatrzymaj się na chwilę. To nie jest błąd statystyczny. To tąpnięcie. To dowód na postępującą erozję intelektualną na skalę, której nie da się zignorować. Co to oznacza w praktyce?

    • 75% dorosłych Polaków nie jest w stanie w pełni analizować złożonych treści.
    • 39% społeczeństwa ma problem ze zrozumieniem nawet prostych tekstów użytkowych.

    Mówimy tu o ludziach, którzy mają prawo głosu, podpisują umowy kredytowe, wychowują dzieci i obsługują maszyny. Jeśli blisko 40% populacji ma trudności z przetworzeniem prostej informacji pisanej, to przestajemy mówić o “wyzwaniach edukacyjnych”, a zaczynamy mówić o funkcjonalnym paraliżu państwa.

    Co musimy zrobić? (Manifest Nowej Edukacji)

    Nie ma prostych recept, ale diagnoza wymusza na nas podjęcie radykalnych działań. Musimy przestać traktować edukację jako “koszt” w budżecie, a zacząć traktować ją jako inwestycję w infrastrukturę krytyczną.

    1. Powrót do “Deep Reading”: Musimy promować czytanie tekstów długich i złożonych, a nie tylko krótkich i przyjemnych. To bolesny trening, ale niezbędny.
    2. Edukacja medialna jako przedmiot strategiczny: Weryfikacja źródeł, rozpoznawanie algorytmów manipulacji, logika – to powinny być filary nowoczesnej szkoły, ważniejsze dziś niż encyklopedyczna wiedza o dopływach Amazonki.
    3. Detoks dopaminowy: Musimy nauczyć się (i nasze dzieci) bycia “offline”. Zdolność do nudy jest przedsionkiem do kreatywności i głębokiego myślenia.
    4. Krytyczne myślenie > Testy: System edukacji musi przestać uczyć “co myśleć” (pod klucz), a zacząć uczyć “jak myśleć”. Jak zadawać pytania? Jak podważać autorytety? Jak łączyć kropki?
  • Ile tracisz na nieudanej rekrutacji?

    Ile przeprowadziłeś w tym roku procesów rekrutacyjnych w swojej organizacji – liczyłeś?
    Ile planowałeś, a ile zrealizowałeś?
    A czy policzyłeś już ile nieudane rekrutacje kosztowały Twoją organizację w 2025 roku?
    Rozmawiając z przedsiębiorcami, zauważyłam, że ten obszar nie często jest rozważany jako generujący koszty w organizacji czy mówiąc wprost umniejszający znacząco marżę, bo przecież rekruter w dziale HR jest na etacie – ma stałe wynagrodzenie, a zespół wdrażający nową osobę, nie traci aż tak dużo czas, nie jako robi to przy okazji.

    Sprawdźmy jakie są koszty nieudanej rekrutacji?

    Policzyłam koszty dla seniorskiego stanowiska sprzedawcy w dziale sprzedaży.

    Poniżej zebrane elementy, które należy wziąć po uwagę, by policzyć koszty.
    Elementy te należy uwzględnić niezależnie od stanowiska i branży w jakiej działasz.


    1. Ogłoszenia rekrutacyjne
    2. Onboarding
    3. Koszt offboardingu
    4. Wynagrodzenie na stanowisku
    5. Utracone korzyści
    6. Czas potrzeby na znalezienie nowej osoby
    7. Wdrożenie nowej osoby
    8. Ile trwa ponowna rekrutacja

      Zaczynamy!

    1. Ogłoszenia rekrutacyjne
      Tworzysz i publikujesz ogłoszenie, dodatkowo zarządzasz weryfikując co spływa a także promujesz i przedłużasz, jeśli wyniki nie są zadowalające.

    Można przyjąć, że średni koszt za ten etap to 3 000 zł

    1. Onboarding
      Rekrutacja udana, pracownik zrekrutowany, pojawia się w firmie.
      Zaczynamy proces onboardingu. W zależności od organizacji jest on mniej lub bardziej kompleksowy
      i może trwać od kilku dni do kilku miesięcy, zanim możemy sobie powiedzieć, że pracownik jest gotowy do samodzielnej pracy na stanowisku.
      Koszty onboardingu, są różne w zależności od modelu, czy są to narzędzia systemowe – online, które pomagają szkolić bez udziału osób trzecich, czy to jest model hybrydowy i wspierany jest spotkaniami z przedstawicielami innych działów. Najczęściej jest to hybryda. Mamy dedykowaną osobę nadzorującą wdrożenie nowego pracownika i ten prowadzi i nadzoruje proces wdrożenia.
      Im lepiej przygotowane wdrożenie, gotowe zasady, cały proces, weryfikacja pozyskanej wiedzy i harmonogram działania, tym koszty wdrożenia niższe.

    Koszt 7000 (1/3 etatu osoby dedykowanej wdrożeniu nowej + poszczególni pracownicy punktowo)

    1. Offboarding
      Sam offboarding to temat na osobny post, z uwagi na to, że budzi wiele emocji obu stron i wciąż jest nie dość dobrze prowadzony, by odchodzący pracownik czuł się godnie, nie jak przestępca, bo jeszcze chwilę wcześniej był częścią zespołu, z drugiej zaś strony, pracodawca zadbał o jakość zamknięcia komunikacji z Klientami i zabezpieczył dotychczasową pracę pracownika, która pozwoli na odpowiednią pracę innym.

    Koszty wynagrodzenia + benefity. Mój przykład to B2B, więc bez benefitów 15 000 zł.

    1. Wynagrodzenie na stanowisku.
      Wynagrodzenie to 15 000 zł.
    1. Korzyści utracone
      To ważny punkt, często pomijany. Zawiera kilka pułapek szczególnie dla firm, gdzie brakuje procesów i celów stanowiskowych.

    Korzyści utracone to miesięczna wartość, którą pracownik zobowiązany do wdrażania nowego mógłby wypracować gdyby nie skupiał się na tej rekrutacji.

    Koszty utraconych korzyści 7 000 zł

    Brak systemu powoduje miękką ocenę wdrażanego – nie pozbawioną subiektywności, która może powodować furtkę w ocenie zajętości wdrażającego – “potrzebuję więcej czasu, bo nowy pracownik zadaje więcej pytań, wolniej się wdraża” – to może prowadzić do nadużyć w komunikowaniu do Zarządu oceny nowej osoby w zespole.

    Nasz najlepszy zasób, pracownik wdrażający nową osobę, oddaje ok 30% etatu na wdrożenie. Opóźnia część swoich działań, co może z kolei wpływać na realizację swoich celów na rzecz firmy – sprzedażowe i inne w zależności od roli.

    1. Ile czasu trwa rekrutacja nowej osoby.
      Zależnie od stanowiska, oczekiwań, co do doświadczenia, budżetu jaki mamy na stanowisko.

      2 – 4 miesięcy
    1. Wdrożenie nowej osoby
      To nic innego, jak czas jaki jest potrzebny na wdrożenie nowej osoby na tyle skutecznie, by był samodzielny na swoim stanowisku.

      3 miesiące
    1. Ile trwa ponowna rekrutacja
      Jeśli zajrzymy do bazy CV, które przyszły w ostatniej rekrutacji, być może uda nam się wybrać kolejną osobę i w ciągu 2 miesięcy ją pozyskać.

      Optymistycznie 2 miesiące.

    Czas na podsumowanie omówionych powyżej elementów i ich koszty dla stanowiska sprzedawcy

    Przykład pokazuje koszty na poziomie 80000 zł, zanim wdrożysz pracownika.
    Jeśli rekrutacja będzie nieudana, stracisz prawie 140000 zł.

    Zdajesz sobie sprawę, że jeśli nie masz strategii rekrutacyjnej, brakuje Ci procesu onboardingu i offboardingu, to koszty wskazane w przykładzie będziesz mnożyć, szczególnie kiedy rekrutacji w roku jest więcej niż jedna.

    Koszty jakie ponosisz dodatkowo, to spadek zaangażowania i motywacji pracowników w zespole i równoległych zespołach, bo taka huśtawka wpływa na pozostałe procesy w organizacji.

    Także Ty sam jesteś wciąż w trybie awaryjnym, bo jeśli delegujesz swoich ludzi do procesów onboardingowych, to w innych miejscach organizacji powstają luki. Jeśli to sytuacja jednorazowa, organizacja sobie z nią poradzi, jeśli jednak to system rekrutacyjny powstały na bazie braku systemu, największe koszty, w wyniku organizacji ponosisz właśnie Ty, jako właściciel.


    Zapraszam Cię do rozmowy i współpracy w zakresie stworzenia skutecznej strategii, doboru narzędzi, procesów i procedur rekrutacyjnych a także zrealizowania dla Twojej firmy procesów rekrutacyjnych.

    Jack Ma’s joke about “smart people not being able to work together” hides a truth most founders learn the hard way https://www.instagram.com/reel/DRnbs7-iE8g/ (SEO lubi linki zewnętrzne, dlatego joke w bonusie)

    P.S. Drodzy czytający, zapewniam Was, że szanuję kobiecą stronę prowadzenia i zarządzania biznesem jak i męską. Użycie formy męskiej w komunikacji treści, nie wynika z chęci urażenia kogokolwiek, czy adresowania moich myśli i oferty do mężczyzn, a jedynie uproszenia w pisaniu a także czytaniu treści posta.
    Bycie prezeską a nie prezesem, będąc kobietą w duszy mi gra, ale nie popadam w przesadę, tak długo i bardzo jeśli druga strona nie ma złych intencji. I tak proszę mnie i tu czytać.

  • AI nie przykryje braków w Twojej organizacji.

    Czy używasz na co dzień chatGPT – a której wersji? A masz wersję płatną czy darmową? Masz już swojego asystenta? Świetny tekst – pisałaś sama, czy Twój asystent jest już tak dobry?
    Tych pytań każdego dnia jest wiele…
    Praktycznie w każdej rozmowie jest się pytanym lub ktoś chwali się, gdzie już w tym temacie (by nie powiedzieć, szaleństwie) jest, czyli jaką ma głęboką wiedzę teoretyczną i praktyczną.

    To taki dzisiejszy wskaźnik oceny ogarniania, nadawania się, nadążania, jednym słowem przydatności.

    Tylko w ostatnim tygodniu słyszałam o tysiącu uczestników – pracowników na jednym szkoleniu. Firmy wysyłają całe zespoły na szkolenia, by budowały świadomość, wiedzę, rozumiały i potrafiły promptować, tworzyć kampanie, robić grafiki i treści.

    Słyszę o tym, jak organizacje tną zatrudnienie, dając narzędzia pozostałym pracownikom i dokładając im tym samym obowiązków, by pewne elementy pracy, którą otrzymywali do tej pory od innych pracowników, generowali sobie sami, poprzez AI – przecież to zajmie im tylko chwilę.

    Co dzień słyszę o tym, że jeśli zdjęcia w bankach zdjęć są „słabe” lub za drogie to wygeneruj sobie poprzez AI, będzie szybciej i taniej (uwaga na pułapkę, są droższe!)

    W jednej z organizacji zapytano pracowników, na co pożytkują czas zyskany, dzięki temu, że mają AI do codziennej pracy w organizacji.

    W ostatnich miesiącach liczba nieprawdziwych treści w internecie znacznie wzrosła i rośnie lawinowo.
    Sama tracę ogrom czasu, by zweryfikować wiele rzeczy, które są jakimś elementem w moich postach – często okazuje się, że są wprost przekłamane dane lub nie istnieją źródła mogące potwierdzić fakty.

    Firmy rzuciły się na AI i widzą w tym magiczne rozwiązanie do cięcia kosztów, zwiększania zysków, przy jednoczesnym nadzwyczaj dużym zaufaniu do pracowników i jednoczesnym zwolnieniu siebie z kontroli czy zarządzania zasobami oraz procesami pozyskania i weryfikacji użytych danych.

    Pozornie pięknie wyglądające zyski, będą niosły straty finansowe, w krótkim i długim okresie czasu – także te związane z zasobami w organizacji, które dotyka niezrozumienie, demotywacja, większa odpowiedzialność i zakres obowiązków.

    Firma doradcza Deloitte musiała zwrócić część pieniędzy za raport, który zawierał błędy popełnione przez AI, w tym fałszywe cytaty z orzeczeń sądowych i odniesienia do nieistniejących publikacji – opracowane przez AI.

    Stosowana przez wielu narracja sukcesów dzięki AI, jaskrawe błędy największych, to dowód zachłyśnięcia się możliwościami. Jednak bez pomyślunku, założeń i celów, uważności i kontroli, to jedynie słuszny kierunek w stronę braku zwrotu z inwestycji.

    Dzisiejsze wyzwania firm w kontekście AI nie sprowadzają się jedynie do przeszkolenia pracowników w obsłudze nowych narzędzi. Kluczowe jest umiejętne wdrożenie AI, które wymaga stworzenia odpowiednich struktur i procesów dostosowanych do pracy z tymi technologiami. Przerzucanie obowiązków na pracowników bez zmiany organizacji i bez strategii jest nieefektywne i może prowadzić do demotywacji oraz konfliktów wewnętrznych. AI otwiera ogromne możliwości na wszystkich poziomach organizacji, ale nie nadrobi braków w zatrudnieniu, nieefektywnych procesach ani braku celów strategicznych; wręcz przeciwnie, szybciej obnaży te słabości. Wdrożenie AI to nie tylko technologia, lecz także konieczność przemyślanej zmiany kultury organizacyjnej i sposobu zarządzania zasobami, co jest obecnie największym wyzwaniem dla firm.