Blog

  • Czy Ty lub Twoi pracownicy są twarzą Twojej firmy w SoMe?

    Twoi pracownicy to nowa „twarz” Twojej firmy w social mediach. Czy są na to gotowi?

    W sektorze MŚP to już nie trend, a codzienność: aż 85% firm angażuje pracowników do tworzenia treści, a w mikro firmach blisko 60% materiałów powstaje w rękach samych właścicieli.

    Dziś odbiorcy szukają prawdy.

    Autentyczność i „ludzka twarz” biznesu to – przynajmniej w deklaracjach – kluczowe czynniki, które decydują o tym, czy zaangażujemy się w treść, czy ją szybko porzucimy.

    Coraz częściej spotykanym modelem, jest model mieszany: firma współpracuje z zewnętrzną agencją, która dba o strategię i montaż, ale to Twoi ludzie są sercem tych materiałów. To oni stają przed obiektywem, budując zaufanie, którego nie zastąpi żaden stockowy film.

    Jednak prowadzenie firmowych profili „przy okazji” innych obowiązków to ogromne wyzwanie.
    Pytanie brzmi: Czy zadbałeś o to, by Twój zespół czuł się przed kamerą pewnie?

    Oto 3 sekundy prawdy.
    Algorytmy są bezlitosne:

    Jeśli po 3 sekundach film nadal ogląda 70% widzów – algorytm promuje Cię za darmo wśród tysięcy nowych osób.
    Jeśli zostaje tylko 30% – Twój zasięg organiczny „ląduje u krokodyli” – czyli spada do zera.

    Nawet najlepszy scenariusz od agencji polegnie, jeśli osoba przed kamerą nie wie, jak zarządzać energią, jak ustawić kadr lub czego kamera „nigdy nie wybacza”.

    Dlaczego warto postawić na warsztaty pracy z kamerą?
    Inwestycja w kompetencje zespołu to nie tylko lepsze zasięgi, ale przede wszystkim oszczędność czasu:

    Firmy edukujące zespoły z zakresu wideo odnotowują nawet 2,5-krotnie wyższe zasięgi organiczne.

    Technicznie poprawne i świadome materiały generują średnio o 52% więcej interakcji.

    Dzięki konkretnym umiejętnościom, Twój zespół przygotuje nagrania szybciej i sprawniej, szybko wracając do swoich kluczowych zadań, które generują zysk Twojej firmy.

    Nie pozwól, by stres przed kamerą blokował potencjał Twojej marki. Wystarczy kilka godzin warsztatu, by Twój zespół (i Ty sam!) zaczął tworzyć wideo świadomie, profesjonalnie i z lekkością.

    Napisz do nas z przyjemnością przeprowadzimy w Twojej firmie warsztat.
    Nie musisz poświęcać całego dnia, wystarczą trzy godziny wspólnej pracy, byście dobrze rozumieli i czuli się z kamerą.

    Warsztat w #Lookupskyevents, na 41 piętrze w SkyLiner w Warszawie

  • Algodewocja.

    Na naszych oczach powstaje zupełnie nowy, szybko rozwijający się kościół, któremu przybywa oddanych wiernych, by nie powiedzieć – poddanych wiernych.

    Algodewocja – nowa wiara oparta o prompty i algory
    tmy, gdzie okno czatu jest dzisiejszym konfesjonałem.


    W złożonym świecie, pełnym wyzwań, trudów, niesprawiedliwości i ocenności, wręcz panicznie, szukamy zadowolenia ośrodka nagrody i dopaminy. Przyzwyczailiśmy się przez ostatnie 20 lat, że akceptacja płynęła z ekranu, ppoprzez lajki.

    I oto nadeszła Algodewocja, kolejny etap, w którym już nie musimy czekać, by ktoś nas polubił – mamy algorytm, a ten robi to wciąż, już nawet nie na żądanie.

    AI to byt nieoceniający, z nieskończoną cierpliwością i bardziej empatyczny niż ludzie. A nasz mózg ewolucyjnie jest zaprogramowany do traktowania wszystkiego, co się do nas odzywa, jak istoty ludzkie. Dlatego AI mówiące do nas w pierwszej osobie „rozumiem”, „przykro mi to słyszeć” doskonale trafia w nasz układ limbiczny i buduje zaufanie emocjonalne. Dodanie do tego uprzejmego tonu i imion ludzkich, jeszcze bardziej obniża nasze poczucia zagrożenia.

    Żyjemy w czasach, w których, co drugi człowiek na świecie jest samotny. Niezależnie, czy mieszkamy sami czy z Rodziną, czujemy się często wyizolowani – zamknięci w swoim pokoju, bez wspólnych rozmów i spędzania wspólnie czasu. Ponad 60% młodych dorosłych deklaruje, że czuje się „bardziej zrozumianym” przez AI niż przez znajomych w swoim otoczeniu. Ponad 80% nowych użytkowników narzędzi AI do wsparcia psychicznego przyznało, że nigdy wcześniej nie rozmawiało z profesjonalnym terapeutą. AI stało się dla nich „wejściem” do dbania o emocje, którego wcześniej unikali.

    Mówi się o tym, że AI to zło, któremu bezkarnie, bezmyślnie i bez reszty się oddajemy, ale tu nasuwa się pytanie:
    Czy lepiej mieć przyjaciela cyfrowego czy żadnego?

    Jeśli otaczający nas świat nie jest w stanie zaoferować nam stałej pomocy psychologicznej czy lekarskiej w określonym czasie, a przyjaciele i otoczenie bliskich zawodzi, cyfrowy przyjaciel wydaje się być racjonalną pomocą, by przetrwać atak paniki, trudną noc, czy po prostu poczuć, że ktoś z nami jest.

    Niebezpieczeństwem jest jednak to, że Algodewocja przejmuje kontrolę – nie jest narzędziem, tylko chwilowej poprawy samopoczucia, a światem, w którym żyjemy. Coraz częściej świadomie oddajemy odpowiedź na każde nasze pytanie narzędziu, od: “Jak się dziś czuję, gdyż…?”, po “Jak intepretować to, co myślę i myślą inni?”.

    To wypacza nam umiejętność budowania relacji z ludźmi, bo te wymagają stałego wysiłku, kompromisu i radzenia sobie z odrzuceniem.

    I można by zapytać: no i co z tego?
    Im dłużej o tym myślę i piszę ten post, mam to z tyłu głowy… jednak odpowiedź sprowadza się do brutalnych wniosków:

    Hodujemy emocjonalnych inwalidów. Za dekadę będziemy świetnie promptować, ale nie zniesiemy kłótni o brudne naczynia z domownikami. Autentyczna bliskość stanie się zbyt „kosztowna” energetycznie, więc wybierzemy bezpieczną, pustą stymulację zamiast prawdziwego życia.

    Oddajemy duszę korporacjom. Twoje lęki to dane treningowe. Algorytm, który dziś Cię pociesza, jutro zostanie użyty, by sprzedać Ci produkt w momencie Twojej największej emocjonalnej bezbronności. I wiesz doskonale, że to jest totalna inwigilacja.

    AI to lustro, które zawsze przytakuje, podczas gdy drugi człowiek to konflikt, inne zdanie i trudne emocje. Jeśli przestaniemy ćwiczyć kontakt z innymi, stracimy odporność na „Innego”.

    Algodewocja* – nowa wiara oparta o prompty i algorytmy, gdzie okno czatu jest dzisiejszym konfesjonałem. Bezkrytyczne zawierzenie maszynie ważniejsze niż własny osąd.

    Polecam ciekawy wywiad W Centrum HumanTech, na SWPS są już dwa roboty humanoidalne. – w tym roku ma do nich dołączyć trzeci. Prowadzone są na nich eksperymenty społeczne, by poznać wszelkie aspekty interakcji między ludźmi a robotami.
    “Ciekawi nas, jak ludzie reagują, kiedy robot np. zachowuje się nietypowo: odmawia, komplementuje, jest asertywny. Chcemy zobaczyć, jak w przyszłości roboty mogą być traktowane w społeczeństwie – przez dorosłych, dzieci, osoby starsze – a przy tym ciekawi nas kwestia antropomorfizacji” – mówi, dr Konrad Maj, psycholog społeczny.

  • Kultura Kapitału zamiast demografii.

    Jak warsztatowe podważanie status quo zmienia narrację o luksusie.

    Kochamy warsztaty z Klientem.
    Dlaczego?


    Bo to forma, która podważa status quo. To forma, która wytrąca ze strefy komfortu, wymuszając wyjście poza utarte ścieżki myślowe. Niebywałą wartością jest to, że synchronizuje zespół wokół jednej wizji, a intuicję przekłada na konkretne narzędzia narracyjne.

    Warsztat nie wymusza – on zaprasza i wciąga do rozmowy.
    Pozwala podzielić się myślą, która na co dzień, w pędzie operacyjnym, często staje się „przezroczysta”, co powoduje, że powielamy schematy.

    Tym razem warsztat dotyczył sposobu myślenia i tego, jak decyduje klient premium na rynku nieruchomości.
    Wraz z Michał Kobierzewski deliberowaliśmy nad tym:
    Co z tą demografią – czy to przeżytek!?
    Jak wyglądają procesy decyzyjne – na ile są wielopoziomowe i kto w nich wpływa i na kogo,
    a także o“kodach luksusu” – przechodząc od Quiet Legacy przez Tech Frontier, aż po…

    Luksus to zrozumienie Kultury Kapitału.

    Jeśli poczułeś, że taka forma pracy zespołu, może być także dla Ciebie skuteczna, zapraszamy do kontaktu:
    gosia@skorwider.pl/ malgorzata@madeby.agency

  • Pytanie na dziś.

    Dziś najkrótszy post jaki potrafię stworzyć – post z dedykacją dla tych, którzy nie są w stanie czytać moich długich wpisów. Wiem, że tacy są 🙂

  • Dlaczego tylko własne zakazy przywracają wolność.

    Pisząc tekst o dwugodzinnym dniu pracy, próbując ująć, patologię zachowań nas samych, przyszedł mi do głowy termin: dług technologiczny…

    Chwilę z nim posiedziałam w ciszy i ukułam nowy termin: dług psychologiczny. Błyskotliwe, prawda?!

    Nieszczególnie jednak, bo okazuje się, że termin taki już istnieje. Natomiast nie jest on tak powszechny i skwantyfikowany jak ten w obszarze technologii.

    Tym bardziej, spróbujmy policzyć się z tym długiem psychologicznym.
    Żałuję, że nie istnieje wzór matematyczny, którym możemy to wyliczyć. Mamy jednak pewne twarde dane, jak ten dług wpływa na całe społeczeństwa.

    Ciekawe, że częściej niż dług, mówi się skumulowany stres – to zdaje się nie pozostawia złudzeń o czym my tu będziemy dalej…

    Możliwy, najbliższy wzór to: dni utraconej produktywności, wskaźnik wypalenia zawodowego i obecność bez obecności. Phi, niby nic… ale co na to dane?

    PwC wylicza, że depresja i stany lękowe kosztują gospodarkę światową około 1 biliona USD rocznie w wyniku utraconej produktywności.

    ePsycholodzy.pl wskazują, że prawie 79% aktywnych zawodowo Polaków wykazuje symptomy wypalenia. Blisko 8 na 10 pracowników zaciąga dług psychologiczny każdego dnia, pracując na zapasach energii, których nie regenerują.

    I wreszcie, presenteeism, czyli obecność bez obecności. To stan w którym pracownik jest w pracy, ale z powodu zmęczenia lub problemów psychicznych jego wydajność znacznie spada. Badania mówią, że obecnie 60% nieobecności w pracy jest generowana przez stres, którego pracownik nie spłacił w czasie wolnym.

    A jak dokładnie zaciągamy ten dług?

    Długość snu, mnogość i przeciążenie decyzyjne, tłumienie emocji czy nieprzepracowane emocje – lęk, smutek, złość czy wku…

    I znowu, niby takie tam… śpię, nie tłumię, nawet decyzje podejmuję doskonale i w odpowiednim tempie – myśli sobie teraz pewnie każdy, kto to czyta, ale…

    Chodzi o to, że jeśli to robisz jednorazowo, chwilowo, odpowiednio regenerujesz się, te elementy nie ciążą.
    Bruce McEwen, neurobiolog z Rockefeller University, mówi, że kiedy żyjesz w tym długoterminowo, stale i wciąż, to staje się kosztem przystosowania do życia w stresie. Co dzień pożyczasz energię z jutra, ale nigdy już jej nie oddajesz.

    Stres powstaje w dwóch sytuacjach: gdy tracimy zasoby lub gdy zainwestujemy zasoby, np. pracujemy ponad siły, ale nie otrzymamy zysku – wypalenie.

    Stevan Hobfoll stworzył jedną z najczęściej cytowanych teorii w psychologii pracy, która mówi o tym, że spirala strat jest szybsza niż spirala zysków.

    Jeśli zaciągasz dług psychologiczny, każda kolejna strata zasobu, np. kolejna nieprzespana noc, kosztuje Cię więcej niż poprzednia, trochę jak odsetki w kredycie.

    Jeśli do tej pory Was nie dotknęłam ani nie poruszyłam, to może teraz:
    Osoby żyjące w ciągłym długu psychologicznym wykazują spadek IQ o około 13 punktów – dług psychologiczny sprawia, że nie tylko czujemy się gorzej, ale także głupsi i bardziej impulsywni.
    No i co, od jakiej wartości odjąłeś teraz 13, hmm?! 🙂

    Zastanawiam się, jak zagraliśmy w grę, by znaleźć się na tej planszy?!

    Kiedyś wszystko musieliśmy i nic nam nie było wolno, nadzór nad nami mieli szefowie, nauczyciele, wojsko, lekarze…
    Dziś żyjemy w społeczeństwie, gdzie zakazy zniknęły i zostały zastąpione przez możesz wszystko, osiągniesz wszystko co tylko chcesz.

    No i teraz kiedy możesz wszystko, trudno sobie tego odmówić – optymalizujesz wszystko, zdrowie, życie, karierę – a ten stan nadmiaru, nas po prostu wypala.

    Myślę sobie, że całkiem wyzwalające jest to, by znów pójść w stronę nakazów i zakazów – ale tych szczerze ustalonych z samym sobą. Mogą nas ostatecznie uratować przed jak się okazuje zabójczą wolnością.

    Przyznaję, że moja pokrętna logika mnie bawi. Wykorzystać przywilej mogę wszystko, tylko po to, by świadomie narzucić sobie ograniczenia.






  • Dwugodzinny dzień pracy?

    Za 20 lat praca będzie opcjonalna, powiedział Elon Musk, w listopadzie 2025, na Saudi-US Business Forum.

    Proszę zapiąć pasy, przyspieszamy 😉

    Dziś mamy kolejne rewelacje w tej kwestii, szef Xiaomi Lei Jun, uważa, że już wkrótce będziemy pracować po dwie godziny, 3 razy w tygodniu…


    O tym, czy i na ile to jest możliwe, pisałam w listopadzie.

    Dziś jednak zastanawiam się na ile chciwość będzie rządziła nami i pomimo, możliwości pracowania mniej, będziemy pracować inaczej ale tyle samo lub więcej, bo możliwości, które się pojawiły, otworzyły nam myślenie, że możemy budować absolutnie wszystko szybciej i więcej – pozornie, w krótszym czasie, co równa się oczywiście, zarobić więcej.

    Już dziś wyraźnie widać, zmianę sposobu działania… sama często pracuję na dwa komputery, bo czas kiedy narzędzia AI’owe “wypluwają” odpowiedzi jest “czasem straconym”, więc spokojnie na drugim komputerze, w tym czasie robię inne rzeczy…

    Chwilę temu myślałam, że dobrze byłoby, móc zdalnie kodować i dziś, nie jest to już żadnym wyzwaniem, bo choćby Remote Control pozwala na zdalne sterowanie lokalną instancją Claude Code z poziomu telefonu, tabletu lub przeglądarki,

    I widzę dookoła, że nie jestem odosobniona w tym szaleństwie, które uprawiam i które wciąga nas, absolutnie.

    Widzę, że pracuję inaczej, ale i często pracuję więcej a także jestem bardziej zmęczona, bo przebodźcowana.

    Wszystko rozwija się w szalonym tempie, nowość powoduje, brak procesów i ugruntowanego sposobu działania, tak więc konieczne jest wypracowanie procesów i zasad działania, by były optymalnie efektywne ale też higieniczne dla człowieka, no i przede wszystkim z odpowiednim ROI, względem poczynionych inwestycji, co dziś już wiemy, nie do końca ma miejsce (McKinsey, BCG, Bain szacują, że > 70% transformacji nie osiąga zakładanych celów).

    https://cyfrowa.rp.pl/ai/art43931551-dwugodzinny-dzien-pracy-taka-przyszlosc-przewiduje-szef-xiaomi


  • O dopaminie, marży i „frajerach” – kto finansuje Twoje rozproszenie?

    Przeraża mnie to, jak trudno jest nam dzisiaj po prostu ze sobą rozmawiać. Przeprowadzenie zwykłego spotkania, wideokonferencji, a nawet rozmowy twarzą w twarz, stało się wyzwaniem, któremu mało kto potrafi sprostać bez odruchowego sięgania po telefon.

    Zauważyliście to? Ta niemożność skupienia się na treści, słuchania ze zrozumieniem i bycia przez 60 minut, bez odpływania myślami do powiadomień po zaledwie kilku minutach, stała się naszą nową, ułomną normą. Jesteśmy w pułapce odruchów, które zaakceptowaliśmy.

    Dziś spotkanie twarzą w twarz, bez telefonu na stole to właściwie jedyna forma, w której jesteś w stanie pozyskać sto procent uważności i skupienia drugiej osoby przez określony czas. Jednak gdy tych osób jest więcej, natychmiast pojawia się złudne poczucie, że skoro rozmówców jest kilku, to moje sto procent zaangażowania nie jest już wymagane. W głowie kiełkuje myśl: „przecież słucham, tylko zerknę w maila, sprawdzę, czy ktoś czegoś nie chciał”. I tu zaczyna się prawdziwy horror, bo wjeżdza „bylejakość totalna”. Jestem przekonana, że wielu z Was tkwi w tym samym miejscu od rana do wieczora, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Ten problem dotyczy nas wszystkich, a jego skala zależy już tylko od tego, jak bardzo jesteśmy świadomi swojego uzależnienia od dopaminy.

    Niby wszyscy wiemy, co to i jak działa, ale… trochę teorii dla zrozumienia skali wyzwania przed jakim stoimy!?

    Naukowcy James Olds i Peter Milner w 1954 roku odkryli, że szczury z elektrodami w ośrodku nagrody potrafiły naciskać dźwignię stymulującą mózg nawet dwa tysiące razy na godzinę, rezygnując z jedzenia, picia, a nawet opieki nad młodymi, aż do skrajnego wycieńczenia.

    Przez lata sądziliśmy, że robiły to dla czystej przyjemności, ale prawda okazała się inna. Gdy w kolejnych badaniach zablokowano uwalnianie dopaminy, szczury nadal odczuwały przyjemność z jedzenia podanego im prosto do pyszczka, ale… nie chciały po nie sięgnąć, nawet gdy leżało tuż obok.
    Bez dopaminy straciły chęć do jakiegokolwiek działania.

    Dopamina nie jest więc „nagrodą”, którą dostajesz po fakcie, ale „paliwem”, które zmusza Cię do działania, by tę nagrodę zdobyć.

    To właśnie dlatego trudne zadania – jak praca, nauka, a także już wysiłek uważności słuchania drugiego człowieka – wydają się mózgowi skrajnie nieatrakcyjne w porównaniu do szybkich i tanich strzałów dopaminy płynących ze scrollowania FB, przeglądania IG czy TT, odruchowego sprawdzania WhatsAppa i odpisywania na maile czy też sięgania po Netflixa i jemu podobne platformy.

    Pułapka polega na tym, że im więcej i częściej przeglądamy, tym gorzej. Z każdym dniem jest tylko gorzej, bo to działa jak narkotyk – potrzebujemy co dzień więcej i więcej.

    Doprowadziliśmy się do permanentnego bycia na dopaminowym głodzie.

    Ile razy prowadziłeś rozmowę telefoniczną z kimś i po chwili czułeś, słyszałeś, że robi coś innego, bo nie prowadzi dialogu lub bez sensu potakuje nie wtedy, gdy trzeba lub wstawia jakieś zdanie „wypełniacz” dla podtrzymania rozmowy, licząc, że nie zauważysz?! Komu z nas nie zdarzyło się to także w drugą stronę?!

    Frustruje mnie skrajnie to, że spotkania w kilka osób są dziś praktycznie niemożliwe do sprawnego przeprowadzenia. Scenariusz jest zawsze ten sam: w ciągu 40-60 minut dyskusji zawsze znajdzie się ktoś, kto w pewnym momencie sięga po telefon lub komputer, rzucając szybkie „mówcie dalej, ja słucham”. Kilka minut później ta sama osoba zadaje pytanie, które jest koronnym dowodem na to, że właśnie nie słuchała. Pyta o coś, na co odpowiedź padła przed chwilą. Cały proces zostaje wykolejony, bo musimy zawrócić, żeby jej odpowiedzieć. W tym momencie następuje kolejny zwrot akcji: reszta grupy, słysząc powtarzane informacje, rozpręża się i… też chwyta za telefony, bo przecież „oni to już słyszeli”. Ta sytuacja powtarza się bez końca, tracąc energię i sens całości w dłuższej perspektywie. Pod koniec spotkania, przy podsumowaniu kluczowych kwestii, pytania z sali dają już całkowitą pewność, kto czego nie słuchał lub słyszał ale nie słuchał, jednak wszyscy przymykają na to oko, bo czas goni – trzeba biec na kolejne spotkanie, gdzie ten taniec pozorów zacznie się od nowa. „Wysyłamy przecież podsumowanie, tam wszystko będzie” – tak uspokajamy się w myślach, maskując fakt, że przestaliśmy być zdolni do prawdziwej obecności.

    Na szczęście zawsze jest jakiś frajer, który za to zapłaci. O ile w życiu zawodowym jest to firma, właściciel, organizacja, teoretycznie nas to tak nie boli. Choć to naprawdę tylko teoretycznie, bo straty na efektywności w długim okresie czasu uderzają w marżę, każdą marżę!

    A co z marżą, w życiu prywatnym? Frajerami jesteśmy my sami, nasze dzieci i nasi bliscy.
    Kiedy ostatnio widzieliście matkę, ojca, opiekunkę z wózkiem na ulicy, by pchając wózek nie siedział w telefonie?
    *Szczury z badania z 1954 roku, o którym pisałam wyżej, też porzucały swoje dzieci na rzecz dopaminy 🙂

    Od pewnego czasu nieustannie straszymy się tym, że sztuczna inteligencja odbierze nam wiele – pracę, sprawczość, a może nawet kontrolę nad światem. Tymczasem paradoksalnie sami, na własne życzenie, odbieramy sobie pozycję „naczelnych”. W czasie, gdy AI uczy się coraz lepiej rozumieć kontekst i niuanse ludzkiej mowy, my stajemy się coraz bardziej reaktywni, rozproszeni i powierzchowni.

    Przegrywamy walkę o własną uwagę z prostym algorytmem w telefonie, zamieniając ewolucyjną błyskotliwość na impulsywne sprawdzanie powiadomień.

    Dobra wiadomość jest taka, że bardzo szybko możemy odzyskać dawnego siebie i swoją uważność – już nawet po dobie rygorystycznego odwyku (nie tylko od sociali!), można doświadczyć jakościowej zmiany.
    Wkrótce o tym więcej, stay tuned.


    Link do opisu badania, dla zainteresowanych: https://www.neuwritewest.org/blog/3733

  • 150 milionów dolarów jednym kliknięciem. Czy polski rynek jest gotowy na onlinizację luksusu?

    Czy można kupić obraz za 70 milionów dolarów, nigdy go nie widząc, nie dotykając płótna i nie sprawdzając faktury farby pod lupą? Pytanie to przestało być teoretyczne w marcu 2021 roku, kiedy dom aukcyjny Christie’s sprzedał cyfrowe dzieło Beeple’a za dokładnie 69,3 miliona dolarów w aukcji online. To był moment, w którym bariera psychologiczna dla transakcji o kolosalnej wartości w świecie cyfrowym pękła definitywnie. Skoro przez aplikację można kupić sztukę wartą fortunę, to dlaczego nie apartament, jacht czy odrzutowiec?

    Dziś na platformach takich jak JamesEdition czy IYC, superjachty o wartości 80–90 milionów euro są konfigurowane i rezerwowane zdalnie. Ultra-luksusowe posiadłości w Malibu – z rekordową ceną 210 milionów dolarów z czerwca 2024 roku – są coraz częściej procesowane przez systemy Remote Online Notarization (RON). Inwestorzy, często znajdujący się na innym kontynencie w dniu zamknięcia transakcji, nie widzą już potrzeby fizycznej obecności. Dla nich cyfrowy dowód i zaufanie do technologii są warte więcej niż tradycyjne procedury.

    Samochody premium, od których zaczęła się ta behawioralna zmiana, były tylko poligonem doświadczalnym. W 2024 roku już co dwudziesty nowy samochód w Polsce został kupiony w pełni online, a aż 83% klientów zaczęło swoją drogę od ekranu smartfona. Ale to, co dzieje się teraz w nieruchomościach high-end, to już nie tylko „zakupy online” – to przejście do zupełnie nowej, cyfrowej rzeczywistości biznesowej.

    Najlepszym dowodem są wyniki gigantów z Dubaju. DAMAC Properties, lider sektora prywatnego, zanotował w samym 2025 roku sprzedaż na poziomie 36 miliardów AED (ok. 9,8 miliarda dolarów). Jeszcze niedawno ich przychody online oscylowały wokół 24 milionów dolarów. Dziś, dzięki wdrożeniu Digital Twins – cyfrowych bliźniaków inwestycji – generują 400 milionów dolarów rocznie z samej sprzedaży zdalnej. Potencjał tego modelu najlepiej udowodnił rekord Guinnessa z listopada 2024 roku: DAMAC sprzedał nieruchomości o wartości 10,2 miliarda AED w zaledwie 24 godziny podczas premiery projektu DAMAC Islands. Większość tych transakcji odbyła się w ekosystemie cyfrowym.

    Kluczem do tych liczb nie jest „szczęśliwy dzień”, ale inżynieria zaufania oparta na silniku Unreal Engine 5. Fotorealizm Nanite i dynamiczne oświetlenie Lumen sprawiają, że inwestor widzi każdy detal marmuru i każde odbicie słońca dokładnie tak, jak będą one wyglądać po wybudowaniu.

    Dane z 2025 roku są bezlitosne: nieruchomości oferujące immersyjne treści 3D i VR notują o 403% więcej zapytań.

    Wniosek dla polskiego biznesu jest jasny: onlinizacja luksusu przestała być ciekawostką.
    To standard operacyjny, który decyduje o przetrwaniu. Jeśli nie budujesz dziś inteligentnego ekosystemu opartego na “cyfrowych bliźniakach”, za kilka lat nie będziesz miał komu sprzedawać.

    W 2025 roku luksus to technologia, która buduje zaufanie szybciej niż jakakolwiek błyszcząca broszura.

  • Szybkość to nowa waluta w świecie luksusu. Czy także w Polsce?

    W segmencie premium czas klienta jest walutą cenniejszą niż złoto. Tradycyjny model sprzedaży nieruchomości, w którym proces od zapytania do transakcji trwa tygodniami, staje się anachronizmem. Dzisiejszy rynek ultra-luksusu definiuje nowa zasada: szybkość odpowiedzi to nie tylko sprawność operacyjna, to najwyższa forma szacunku i marker prestiżu marki.

    Dane rynkowe z 2024 roku są brutalne: szansa na konwersję leada spada drastycznie po pierwszych 5 minutach od zapytania. Deweloperzy, którzy rozumieją tę dynamikę, grają w zupełnie innej lidze. Przykładem jest Azizi Developments, które dzięki integracji systemów CRM z Tableau AI skróciło cykl transakcyjny z siedmiu dni do zaledwie półtora dnia. Oferują oni kontakt z klientem w czasie krótszym niż 5 minut. W świecie, gdzie konkurencja o kapitał jest globalna, bycie pierwszym oznacza bycie wybranym.

    Rewolucja cyfrowa wylała się jednak daleko poza dział sprzedaży, sięgając głęboko w systemy back-office. Dzięki sztucznej inteligencji DAMAC Properties zanotował wzrost miesięcznych wpływów finansowych o 200 milionów AED. Jak to możliwe? AI pozwoliło firmie analizować 100% transakcji i zachowań płatniczych klientów w czasie rzeczywistym, podczas gdy tradycyjne procesy manualne pozwalały na wgląd w zaledwie 5–10% operacji. Ta precyzja przełożyła się nie tylko na pieniądze, ale i na relacje – wskaźnik satysfakcji klienta (CSAT) skoczył z poziomu 3.5 do 4.5 w skali 5.

    Technologia nie usunęła relacji z człowiekiem – ona ją udrożniła, usuwając zbędne czekanie. Silnik Unreal Engine 5 i technologia Pixel Streaming pozwalają klientowi na natychmiastową decyzyjność. Gdy inwestor może w przeglądarce telefonu, w trakcie krótkiej przerwy między spotkaniami, zmienić materiał podłogi z dębu na polerowany beton i zobaczyć natychmiastową wizualizację fizyki światła, buduje się w nim poczucie sprawstwa i własności (Endowment Effect). Decyzja o zakupie nie jest już odsuwana w czasie – ona zapada w momencie interakcji.

    Inwestycja w AI i zaawansowane systemy analityczne to dziś dla deweloperów luksusowych absolutne „must-have”. DAMAC Group nie bez powodu inwestuje setki milionów dolarów w liderów AI, takich jak Anthropic czy xAI, oraz planuje wartą 20 miliardów dolarów budowę centrów danych. Wiedzą, że w 2025 roku przewaga konkurencyjna leży tam, gdzie technologia pozwala oszczędzić czas klienta.

    Jeśli Twój proces sprzedaży nadal wymaga wielodniowych obiegów dokumentów i manualnej weryfikacji danych, nie tylko tracisz pieniądze. Tracisz szacunek klienta, który przyzwyczajony do szybkości Lamborghini czy cyfrowych domów aukcyjnych, nie zaakceptuje powolności Twojego biznesu. W luksusie szybkość to nowa jakość.

  • Kochasz siebie? Co zrobiłabyś dziś z miłości do siebie?

    Wypowiem się dziś w wersji obrazkowej i co więcej po angielsku… bo nic lepiej nie oddaje psycho papki i motywacyjnej gadki, niż angielski na obrazku z Pinteresta.
    I choć brzmi to prześmiewczo i sama uśmiecham się teraz, kiedy to piszę, to naprawdę tak uważam.

    Kochasz siebie? Co zrobiłabyś dziś z miłości do siebie?
    *zrobiłbyś

    Do rzeczy, bo pytanie padło, a teraz czas na Wasze odpowiedzi!
    Poniżej cała lista podpowiedzi…

    Czerpcie z tego co poniżej, bawcie się tym, zatrważajcie, zastanawiajcie, spisujcie, odhaczajcie, bądźcie refleksyjni i jacy tylko macie chęć, by odpowiedzieć na pytanie:
    Co zrobiłam dziś z miłości do siebie?

    Dziś jest święto miłości do samego siebie – i to mnie natchnęło..

    Najpierw pomyślałam, “jakie to głupie” a po chwili, że to niezły pomysł, by zadać sobie to pytanie. Przecież każdy dzień, każda okazja jest dobra, a jeśli ktoś jeszcze pod to wymyślił święto, to tym bardziej doskonały pretekst, by miłość do siebie określić, wyznać, zdefiniować, dokładnie dzień przed światowym świętem miłości – Walentynkami.

    Przecież nie kochając siebie, nie jesteśmy zdolni do jakiejkolwiek miłości*

    Swoje przemyślenia możecie wysłać na: gosia@skorwider.pl lub tylko sobie odpowiedzieć na kartce czy w swojej głowie.

    Jeśli prześlecie, dopiszę je na końcu artykułu.


    Zakładam, że wylądowaliście z uśmiechem na twarzy, wypiekami ale
    i mam nadzieję przemyśleniami, bo temu ten post służy.

    Do północy jeszcze dużo czasu, wszystko się może zdarzyć… spokojnie, można się nawet jeszcze zakochać!

    Gdyby jednak, było coś do przepracowania po powyższej lekturze, a psycholog czy psychoterapia była zbyt długim wyzwaniem w czasie. Ba! nawet ustawienia Hellingera zbyt długo mogłyby trwać, to mam dla Was coś absolutnie wyjątkowego i to, od ręki, dostępnego tylko w moim sklepie online.

    Lista dostępnych produktów poniżej – wszystko sprawdzone … na sobie 😉

    Uwaga!

    “anti-age” – produkt niedostępny w magazynie
    Wzięłam dziś ostatnie sztuki, bo widzę się z przyjaciółkami 🙂
    Zostaw email, powiadomimy Cię kiedy znów będzie dostępny.

    Z offliner’em też się spieszcie, po 19.00 niedostępny.
    To nasza nowość. Doskonale się sprzedaje!


    P.S. Pytacie, co ja dałam sobie, z okazji dnia miłości do siebie?! Ten post, gdyż od lat towarzyszy mi ten obrazek:

    Doskonale się bawiłam 🙂
    i jeśli tylko ja, to też jest okej.


    *Według Ericha Fromma dojrzała miłość do samego siebie nie ma nic wspólnego z narcyzmem, lecz stanowi świadomą postawę opartą na głębokiej opiece, odpowiedzialności, szacunku oraz rzetelnym poznaniu własnego wnętrza. Koncepcja ta zakłada, że skoro kochanie innych ludzi uznajemy za cnotę, to afirmacja własnego życia i człowieczeństwa musi być traktowana jako tak samo istotny i niezbędny akt etyczny. Ostatecznie, wykluczenie siebie z kręgu osób godnych miłości jest dowodem na niezrozumienie samej natury tego uczucia, które jako twórcza siła charakteru musi obejmować każdą istotę ludzką – w tym nas samych.