Blog

  • Wiesz to, tylko dlaczego nie stosujesz?

    Przyjmij mentalność “tak, i”.
    Więcej czasu spędzaj ze sobą.
    Wizualizuj swoją przyszłą wersję siebie
    .

    Trudno krócej, prościej i dosadniej powiedzieć, co dziś jest warte uwagi i naszego czasu, pracy nad tym, by tak właśnie umieć, wdrożyć i działać.
    Spędziłam ostatnie dni na konferencji, która traktowała o wielu ważnych sprawach. Mówiło się wiele o tym, co my dziś w czasach AI musimy. Co ono (AI) umie, co nam zabiera i jeszcze zabierze, co zmienia w pracy. A także o priorytetach życia, bycia, przywództwa, zarządzania i wreszcie jakim być pracownikiem. Co powinniśmy, czego nie, kim byliśmy jako starzy zarządzający i pracownicy, a jacy mamy być w dobie AI, empatii i DEI…

    Pozwolę sobie podsumować to tak:

    Przyjmij mentalność “tak, i”

    Zmieńmy nawyki szkolne, zawodowe i życiowe z “nie, ale” na “tak, i” niech nasze podejście będzie otwarte na słuchanie, eksperymentowanie i ciekawość rozmówcy (to proste jest, ale …. heh!
    … bo czas, bo bieg życia, więc tak będzie szybciej, wygodniej zdecydować, w starych schematach. Otwórzmy się, bądźmy ciekawi opinii, podejścia innych, zadawajmy pytania
    i eksperymentujemy. Tylko tak urodzi się nowe.

    Więcej czasu spędzaj ze sobą

    Ameryki nie odkryjemy mówiąc o wszechogarniającym przebodźcowaniu nas wszystkich. Czy oznacza to, że chętnie spędzimy kilka, kilkanaście dni w odosobnieniu, bez zajęć alternatywnych i narzędzi, które wypełnią nam czas?
    Myślę, że każda godzina, dwie… dzień jest już czymś dobrym. Frederik mówi, w swojej książce, że spędził 10 dni na pustyni, medytując codziennie po 12 godzin w samotności, bez niczego! Budzi to we mnie panikę… ale po chwili zastanowienia mam głównie myśl, czy i ile mogłabym sobie dać w prezencie piękniejszego, jeszcze bardziej uważnego jutra, dzięki temu.

    Więcej czasu spędzaj ze sobą

    Now you talking to me! 🙂
    Już w 1865 roku w książce “Przygody Alicji w Krainie Dziwów” Alicja prowadziła dialog z Kotem – Dziwakiem którego zapytała, którędy iść, a ten zapytał dokąd chce dojść, bo trudno poinformować Cię, którędy powinnaś pójść, skoro nie wiesz dokąd chce dotrzeć.
    Czy to nie jest swoista metafora wizualizacji?
    Niezależnie od czasów, trendów, mody i prelegentów konferencji w XXI wieku wciąż dojść możemy tam, dokąd starcza naszej dokładnej, sprecyzowanej wizji na siebie.
    Czy można powiedzieć, że świat nie ma dla nas nic nowego w podstawie swych teorii, a jedynie różni się forma ich podania, z uwagi na to, czy mamy “rok mobile” czy “dobę AI”?


    Zastanawiam się jedynie, jak to się ma bycia w strefie komfortu, więcej o tym tutaj https://skorwider.pl/nieznosna-nieruchomosc-horyzontu/
    A o Frederiku tu: https://www.cnbc.com/2024/07/05/ex-google-chief-innovation-evangelist-shares-best-life-lessons.html

  • Genialne w swojej prostocie.

    „Nie widzisz świata takim, jakim jest, widzisz go takim, jakim jesteś.” *

    To jest tak pięknie powiedziane, że nie mogę przejść obok tego obojętnie. Nie mogę przestać tego powtarzać w myślach, zawieszam się wciąż na tym i zastanawiam, przetwarzam…

    Każdy z nas to wie, że nasze doświadczenia budują nasze przekonania, myślenie, widzenie i perspektywę na wszystko, a jednak coś mnie w tym zatrzymuje aktualnie na dłużej.

    Frederik mówił w swoim wystąpieniu, że dobrostan nie jest produktem ubocznym postępu, a właśnie paliwem, które napędza.

    Myślę, że jeszcze nie raz go tu “użyję”

    Anaïs Nin, amerykańska pisarka duńsko – francuskiego pochodzenia

    ** W swojej wczorajszej prezentacji użył tego cytatu Frederik G. Pferdt pierwszy Chief Innovation Evangelist w Google i wykładowca Stanford University.


  • Kto pierwszy, ten…

    Tyle się mówi o tym, by być tu i teraz.
    Wiele się mówi o skupieniu i o uważności.
    Wydawałoby się, że ludzie w końcu odrobili lekcję i mniej uczestniczą w wyścigu o wszystko…

    Nie skończył się jeszcze panel, wykład, prelekcja, prelegent nadal na scenie dwoi się i troi by utrzymać uwagę i zainteresowanie a ludzie na sali w szale i całkowitym oddaniu, by nie powiedzieć obłędzie, cyzelują swoje posty na wszelkie “sociale”. Cytaty, zdjęcia, złote myśli, linkowania, oznaczenia, hasztagi… większe, mniejsze, boldem, a może jeszcze tak, a może siak…

    Czy gra idzie o to, kto pierwszy, czy gra idzie o to, kto mądrzejszy, a może kto bardziej perfekcyjny w ujęciu, zdjęciu, pomyśle i przekazie?

    …. i tak oto siedzę w lobby konferencyjnym, drugi dzień konferencji dobiega końca, a ja nic jeszcze nigdzie nie opublikowałam.

    Mam natłok myśli, pomysłów przynajmniej na kilka postów
    i wiecie co, nie poddam się jednak temu, czego nie rozumiem.
    Wrzucę moje posty, w moim odpowiednim tylko dla mnie czasie.

  • Nieznośna nieruchomość horyzontu

    Czy nieruchomość horyzontu jest zawsze nieznośna?
    Gdyby spojrzeć na to metaforycznie i przenieść się w strefę komfortu, brak rozwoju i tkwienie w miejscu to zdecydowanie tak. Kiedy jednak nieruchomość powinna być znośna a nawet wspaniała, oczekiwana i celebrowana?!
    Czy taki moment powinien istnieć i jak długo powinien trwać? Krótszy czy dłuższy moment, a może ani chwili?

    Gdy nie mamy komfortu, robimy wszystko by go pozyskać, stworzyć, zbudować i finalnie w nim zasiąść (by nie powiedzieć “się w nim urządzić” 😉 Pytanie jednak, co wtedy, kiedy go posiądziemy? Czy to nam służy czy wręcz odwrotnie… Czy to nas pcha do dalszego rozwoju, czy może wstrzymuje…

    Jak wyważyć, na ile w nim zostać a kiedy się zebrać, by nieruchomość horyzontu znów stała się nieznośna i była napędem do działania.
    A Ty, czy jesteś skuteczny, świadom miejsca, okoliczności, tego co daje i zabiera strefa komfortu?

    Czy przychodzi moment w dojrzałości zawodowej i prywatnej, że nieruchomość nie przeszkadza nam w rozwoju?
    Czy to już zawsze tak jest i będzie, że tam rozwój nie sięga.

    P.S. Post dzięki uprzejmości Poli Dwurnik, w hołdzie dla Bolesława Biegasa (https://villalafleur.com/wystawa-biegas/)

  • O dobrobycie myśli…

    Czy większym wyzwaniem jest brak pomysłu na posty, czy mnogość myśli, która nie pozwala mi zacząć?


    A może to nie mnogość nie pozwala a jedynie sabotująca głowa … nie mogąc się zdecydować, mam wspaniałe wytłumaczenie, że to nie kwestia beznadziei a jedynie bogactwa myśli jakie mam “Jestem taka mądra, jutro z rana coś napiszę, wybierając któryś temat…”.

    Mija kolejny dzień a posta brak 🙂

    Czy więc jest to dywagacja o nadmiarze czy może o odwadze?

    Wszystko co robimy podszyte jest odwagą, która objawia się umiejętnością podejmowania decyzji
    – złych i dobrych.

    Wychodzę z założenia, że lepsza zła decyzja, niż brak decyzji.
    Ale co jeśli nie ma złych decyzji? Jak to zmienia perspektywę odwagi decydowania?
    Jeśli przyjmiemy, że są tylko doświadczenia, które czekają na nas, za każdą decyzją?

    Powiem tak, już dawno powinnam była mieć niejednego posta 🙂
    Dobranoc!