
Przeczytałam wywiad z dyrektorem zarządzającym Liceum Ogólnokształcącym LifeSkills Nr 1 w Warszawie. Temat jest ważki z uwagi na moją codzienną pracę w bardzo złożonych wiekowo zespołach, które dziś reprezentuje około pięć pokoleń. Również dlatego, że polecał go Robert Krool, którego szalenie cenię od lat a który jest założycielem i prezesem zarządu Fundacji LifeSkills, która jest organem prowadzącym Liceum Ogólnokształcące LifeSkills Nr 1 w Warszawie.
Jeśli macie chęć, to tekst jest tutaj: https://www.edziecko.pl/edziecko/7,198459,32540348,milenialsi-jeszcze-do-siebie-dzwonia-zetki-nagrywaja-glosowki.html
Ale po co ja o tym?!
Jedno, to zatrwożyła mnie treść tego wywiadu, może za mocno powiedziane, ale zasmuciła mnie, że kończą się czasy, które kocham. Czasy jakości, kindersztuby, normalnej ludzkiej formy komunikacji, którą przez lata, wieki rozwijaliśmy, a teraz zwijamy do jakiegoś niebezpiecznego minimum, nie wiadomo dlaczego?! Bo niby dlaczego dziś nastolatek musi pisać “n” zamiast słowa “nie” nosz! czy to nie jest absurdalne? No jest i nie szukajmy wytłumaczenia tego zjawiska i nie pozwalajmy na to…
W jednym zdaniu zawarłam milion problemów, obaw, wyzwań i pewnie też elementów niemożliwych ze sobą do połączenia. Choćby dlatego, że młodzi nie pytają o zgodę na to jak się komunikują a my finalnie i tak, nie mamy narzędzi by zakazać im się tak miedzy sobą komunikować.
A o uważności to już nie wspomnę – tej prawdziwej, nie z Instagrama, czy mantry na You Tube.
Drugie, znacznie ważniejsze, naszła mnie refleksja, że choć byłam bardzo zdeterminowana i jakoś zobowiązana z szacunku do Roberta, by przeczytać ten jakże ciekawy wywiad, nie byłam w stanie, właśnie chyba z uwagi na jego długość. To było ekstremalnie meczące, trudne, uwierające – właśnie z uwagi na to, że tekst wydaje się być nieznośnie długi… Przynajmniej na mojej komórce… Czytałam skupiając się na treści, przeżywając merytorykę, ale główna moja myśl była: “słowo daję, ku… kiedy to się skończy!? Scrolluje, czytam i czytam i dalej i dalej, wciąż jest… kolejne i kolejne pytanie i odpowiedź… nie mam siły na to!”
No i zastanawiam się co się właśnie wydarza, wydarzyło… że wylądowałam w tym, co tak odrzucam, rzeczone “n” jest już też moją bajką? Pewnie teraz przesadzam, bo prawdą będzie, że jestem gdzieś po środku, ale nie zmienia to faktu, że jeśli ja się łamię i poddaję takim systemowym zmianom płynącym z otoczenia i wpływającym na to jak konsumuję, w tym wypadku treści, to jest źle. Oczywiście, nie jestem wyznaczkiem “odporności i twardości” całego społeczeństwa, ale mam się za osobę, która wykona wysiłek w imię jakości i tym tym bardziej nie godzę się z bylejakością. Nie wiem, naprawdę nie wiem bo… kocham głosówki, nagrywam ich wiele! :)… bo dają możliwość precyzyjnie ale nieinwazyjnie przekazać myśli – bo to dalej słowa, jak rozmowa telefoniczna, ale umożliwiają drugiej stronie, odsłuchać i zareagować na wiadomość, w możliwie najwygodniejszym czasie. Ale głosówka z nauczycielem w szkole? Gdzie przebiega granica? Czy tylko między dwiema stronami, które wyrażają zgodę lub nie na daną formę? Czy głosówka z szefem lub kolegą z pracy i przyjaciółką jest poprawną formą komunikacji, a z nauczycielem już nie?
Haha… czy jestem nieobiektywna w swojej tolerancji? A może obiektywna w nietolerancji? Ciekawe, jak to napisze 12 latek? 🙂 No i nawet jeśli wniosek płynie taki, że trzeba pisać krócej, znacznie krócej, angażując przy tym jednocześnie inne zmysły, by odbiorca nie odpłynął, to czy naprawdę musimy iść w tę absolutną przesadę syntezy w obrazie, ikonce, memie i półsłowie bo całe słowo jest za długie? Na co innego, tak oszczędzamy ten czas?
Nie ma nic złego w tym, że korzystamy z postępu, tylko dlaczego tak bardzo dążymy do odebrania sobie, jako ludzie przywileju myślenia – formułowania błyskotliwych myśli, które robią wrażenie, podgrzewają temperaturę spotkania, zmuszają do refleksji i są po prostu pociągające, na co dzień a nie tylko w sztucznych warunkach szkolnej debaty oksfordzkiej…I tak się tu pięknie wymądrzam, że się nie poddam… i już stoję przed faktem, potrzeby ustawienia przed publikacją tekstu “meta tagi, tytuł, seo, słowa klucze, temat”… po co? no właśnie, by się lepiej czytało, by się w ogóle czytało. Algorytmy są bezlitosne – chcesz by był zasięg pisz, tak by scoring był na zielono. Możesz pisać po swojemu, ale to jakby do szuflady, bo mało kto do tego dotrze i scoring będzie na czerwono. Już wiem, słowa klucze do tego tekstu to: poczucie beznadziei – i tak, będę świeciła się cała na czerwono! Stać mnie!

Leave a Reply