Pisząc tekst o dwugodzinnym dniu pracy, próbując ująć, patologię zachowań nas samych, przyszedł mi do głowy termin: dług technologiczny…
Chwilę z nim posiedziałam w ciszy i ukułam nowy termin: dług psychologiczny. Błyskotliwe, prawda?!
Nieszczególnie jednak, bo okazuje się, że termin taki już istnieje. Natomiast nie jest on tak powszechny i skwantyfikowany jak ten w obszarze technologii.
Tym bardziej, spróbujmy policzyć się z tym długiem psychologicznym.
Żałuję, że nie istnieje wzór matematyczny, którym możemy to wyliczyć. Mamy jednak pewne twarde dane, jak ten dług wpływa na całe społeczeństwa.
Ciekawe, że częściej niż dług, mówi się skumulowany stres – to zdaje się nie pozostawia złudzeń o czym my tu będziemy dalej…
Możliwy, najbliższy wzór to: dni utraconej produktywności, wskaźnik wypalenia zawodowego i obecność bez obecności. Phi, niby nic… ale co na to dane?
PwC wylicza, że depresja i stany lękowe kosztują gospodarkę światową około 1 biliona USD rocznie w wyniku utraconej produktywności.
ePsycholodzy.pl wskazują, że prawie 79% aktywnych zawodowo Polaków wykazuje symptomy wypalenia. Blisko 8 na 10 pracowników zaciąga dług psychologiczny każdego dnia, pracując na zapasach energii, których nie regenerują.
I wreszcie, presenteeism, czyli obecność bez obecności. To stan w którym pracownik jest w pracy, ale z powodu zmęczenia lub problemów psychicznych jego wydajność znacznie spada. Badania mówią, że obecnie 60% nieobecności w pracy jest generowana przez stres, którego pracownik nie spłacił w czasie wolnym.
A jak dokładnie zaciągamy ten dług?
Długość snu, mnogość i przeciążenie decyzyjne, tłumienie emocji czy nieprzepracowane emocje – lęk, smutek, złość czy wku…
I znowu, niby takie tam… śpię, nie tłumię, nawet decyzje podejmuję doskonale i w odpowiednim tempie – myśli sobie teraz pewnie każdy, kto to czyta, ale…
Chodzi o to, że jeśli to robisz jednorazowo, chwilowo, odpowiednio regenerujesz się, te elementy nie ciążą.
Bruce McEwen, neurobiolog z Rockefeller University, mówi, że kiedy żyjesz w tym długoterminowo, stale i wciąż, to staje się kosztem przystosowania do życia w stresie. Co dzień pożyczasz energię z jutra, ale nigdy już jej nie oddajesz.
Stres powstaje w dwóch sytuacjach: gdy tracimy zasoby lub gdy zainwestujemy zasoby, np. pracujemy ponad siły, ale nie otrzymamy zysku – wypalenie.
Stevan Hobfoll stworzył jedną z najczęściej cytowanych teorii w psychologii pracy, która mówi o tym, że spirala strat jest szybsza niż spirala zysków.
Jeśli zaciągasz dług psychologiczny, każda kolejna strata zasobu, np. kolejna nieprzespana noc, kosztuje Cię więcej niż poprzednia, trochę jak odsetki w kredycie.
Jeśli do tej pory Was nie dotknęłam ani nie poruszyłam, to może teraz:
Osoby żyjące w ciągłym długu psychologicznym wykazują spadek IQ o około 13 punktów – dług psychologiczny sprawia, że nie tylko czujemy się gorzej, ale także głupsi i bardziej impulsywni.
No i co, od jakiej wartości odjąłeś teraz 13, hmm?! 🙂
Zastanawiam się, jak zagraliśmy w grę, by znaleźć się na tej planszy?!
Kiedyś wszystko musieliśmy i nic nam nie było wolno, nadzór nad nami mieli szefowie, nauczyciele, wojsko, lekarze…
Dziś żyjemy w społeczeństwie, gdzie zakazy zniknęły i zostały zastąpione przez możesz wszystko, osiągniesz wszystko co tylko chcesz.
No i teraz kiedy możesz wszystko, trudno sobie tego odmówić – optymalizujesz wszystko, zdrowie, życie, karierę – a ten stan nadmiaru, nas po prostu wypala.
Myślę sobie, że całkiem wyzwalające jest to, by znów pójść w stronę nakazów i zakazów – ale tych szczerze ustalonych z samym sobą. Mogą nas ostatecznie uratować przed jak się okazuje zabójczą wolnością.
Przyznaję, że moja pokrętna logika mnie bawi. Wykorzystać przywilej mogę wszystko, tylko po to, by świadomie narzucić sobie ograniczenia.
Leave a Reply